WÓZKI LUKSUSOWE – czyli jak nabić klienta „w butelkę”?

Bugaboo_Donkey_Twin_Toddler_Stroller

Każdy przyszły lub obecny użytkownik wózka bliźniaczego ma swoją definicję „wózka luksusowego”. Dla wielu z nich takim wyznacznikiem jest cena. Odpowiednio wysoka lub najwyższa na rynku daje swoiste poczucie dobra absolutnie najlepszego. Czy tak jest w rzeczywistości?

Jak dla mnie „wózek luksusowy”, to taki, który daje maksymalny komfort podróżowania dla dzieci przy jednoczesnym minimalnym wysiłku obsługi ze strony rodzica.

Luksus dla dzieci, to przede wszystkim, wygodne, odpowiednio szerokie siedzisko, rozkładane zupełnie na płasko (aby dzieci miały możliwość wygodnego leżenia z opcją „przewrócenia się na bok”, gdy im tak wygodnie), z regulowanym podnóżkiem (co by nogi nie zwisały bezwładnie po zaśnięciu), odpowiednio dużą budą, chroniącą nasze dzieci przed niepożądanymi czynnikami atmosferycznymi . Fajnie, gdy w budce jest okienko, aby bez potrzeby zatrzymywania wózka czy otwierania budki, móc w każdej chwili podejrzeć, co porabiają nasze pociechy.

Luksus dla rodzica to lekkość prowadzenia i łatwość obsługi. Jednym słowem: wózek ma się prowadzić, podbijać, zawracać, składać JEDNYM PALCEM!

Proponuję zatem „rozłożyć na części pierwsze” dwa najdroższe na rynku wózki i przyjrzeć się, czy aby na pewno są takie „luksusowe” na jakie wskazuje ich cena?

Pierwszym modelem jest Bugaboo Donkey Twin za „bagatela” 6 tys złotych (zestaw 2 w 1).Bugaboo_Donkey_Twin_Toddler_Stroller

Za tą cenę otrzymujemy: siedziska kubełkowe dla dzieci – dzięki czemu nasze pociechy nie mogą swobodnie leżeć wyciągnięte na płasko podczas drzemki w wózku, mają wymuszoną pozycję skuloną łącznie z kolanami, bo podnóżki w ww. wózku również nie podlegają regulacji. Budki, chociaż długie nie posiadają okienek podglądowych, ani wentylacji na upalne dni.

Gdzie zatem jest luksus dla dzieci??

Owszem, siedzisko można ustawiać zarówno przodem jak i tyłem w kierunku jazdy, ale takie opcje mamy w każdym polskim wózku, przeciętnie tańszym o 4 tysiące od Bugaboo.

Rodzice mają za to „super bajer” opatentowany przez Bugaboo polegający na możliwości zwężania wózka, gdy chcemy wyjść tylko z jednym dzieckiem do sklepu na zakupy – zamiast drugiego siedziska, żeby „załatać” powstałą dziurę dostajemy kosz na zakupy. Pamiętajmy, że jest to prawdopodobnie najdroższy kosz na zakupy w naszym życiu!

(W wózku TFK też możemy sobie wpiąć kosz boczny na zakupy i zaoszczędzimy przy tym 2 tys na szaleństwa w sklepie.)

Opcja „zwężania” wózka ma oczywiście swoje konsekwencje. Stelaż musi być ruchomy, co oznacza, że rama lekko „chodzi” na zakrętach. Do „luksusów” serwowanych przez producenta kupującym Bugaboo dokłada regulowaną teleskopowo rączkę. Szkoda tylko, że rączka zamiast teleskopowo nie jest „łamana”, ułatwiło by to podbijanie wózka na krawężnik. Do tego można by zmienić jej kształt z prostokątnego na okrągły, co jak wiadomo dużo lepiej „trzyma” się w dłoniach.

Firma Bugaboo proponuje także opcję wpinania w stelaż wózka dwóch fotelików samochodowych. Szkoda tylko, że nigdzie nie wspomina, że po wpięciu dwóch „nosidełek” wózek znacznie zwiększa swoją szerokość, gdyż foteliki ustawione są „jeden obok drugiego” zamiast „na zakładkę”. Możemy się zatem nieźle zdziwić, gdy wepniemy w stelaż nasze pociechy i nie przejedziemy z nimi przez drzwi…

Bugaboo Donkey Twin w wersji spacerowej waży 17 kg, co daje mu jakąś 5-6 pozycję wśród najlżejszych wózków dla bliźniąt, zaraz po: Baby Joggerach, TFK Twinner Lite, Peg Perego a nawet Hauck’u. Nie jest zatem ani najlższejszy, ani najwęższy (Mountain Buggy ma 63 cm a Baby Monster 65 cm),  a nadal wszystkie wyżej wymienione są zdecydowanie tańsze.

Drugi „luksusowy” model to Emmaljunga Double Viking.

em

Cena identyczna jak w przypadku Bugaboo (ok. 6 tys zł) i podobnie jak w Donkey kupujemy za nią dzieciom siedziska kubełkowe zamiast klasycznych, rozkładanych na płasko.

Z komfortem dla rodziców jest nieco lepiej niż w przypadku Bugaboo, bo rączka jest regulowana na wysokość i jest okrągła. Za to wózek mierzy aż 79 cm i waży „bagatela” 19 kg. „Konia z rzędem” mamie, która włoży ten „luksus” samodzielnie do bagażnika z zamontowanymi spacerówkami! Wiem, co mówię, bo podobny „komfort” zaserwowałam sobie kupując wózek Teutonia Team Alu. Ani razu nie udało mi się go samodzielnie umieścić w bagażniku.

Emmaljunga trochę bardziej przemyślała kwestię fotelików, bo wpięte w stelaż lekko się mijają, dzięki czemu nie poszerzają już i tak nie małych wymiarów.

Nie umiem zatem odpowiedzieć uczciwie na pytanie: „Dlaczego Bugaboo oraz Emmaljunga mają tak olbrzymią cenę?”, bo moim zdaniem absolutnie, ale to absolutnie nic jej nie usprawiedliwia.

Na szczęście jestem również magistrem ekonomii, dzięki czemu rozumiem, że pewne dobra muszą mieć ekstremalnie wysoką cenę, bo tylko wtedy będą miały odpowiedni popyt. Dobra „luksusowe” nie są wszakże dla każdego, a tylko dla wyjątkowych klientów *

 

*Paradoks Veblena, określany również efektem snoba, dotyczy dóbr, na które rośnie popyt wraz ze wzrostem cen tych dóbr. Im mniej ludzi posiada określone dobro, tym większy jest popyt na nie. Paradoksalnie więc podniesienie ceny pewnych produktów może zwiększyć popyt na te dobra.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *